Fundacja
Historia i informacje o Fundacji
Przychodnia
Macierzyństwo i Życie
 
Nauka Kościoła
Dokumenty
Naprotechnologia
Lekarze i instruktorzy

Fundacja w mediach, Teksty

Niedziela: Nadzieja na nowe życie

12/07/09

Z Maciejem Barczentewiczem – ginekologiem położnikiem, prezesem Fundacji Instytut Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im. Jana Pawła II, członkiem Zespołu Ekspertów Komisji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych, żonatym od 22 lat, ojcem dziesięciorga dzieci – rozmawia Urszula Buglewicz

Urszula Buglewicz: – W ostatnim czasie, również za sprawą Pana Doktora, mówi się coraz częściej o naprotechnologii. Na czym polega ta metoda i dlaczego wzbudziła Pana zainteresowanie?

Lek. med. Maciej Barczentewicz: – NaProTechnology: Natural Procreative Technology – Technologia Naturalnej Prokreacji to nowo powstająca nauka o zdrowiu kobiet. Może być zdefiniowana jako wiedza, która swoją uwagę i cały swój wysiłek lekarski, chirurgiczny i naukowy kieruje na współpracę z fizjologią, z naturalnym mechanizmem prokreacji. Kiedy mechanizmy te działają prawidłowo, NaProTechnology z nimi współdziała. Kiedy zaś działają nieprawidłowo, NaProTechnology współpracuje z nimi w diagnostyce problemu i zaproponowaniu takiego sposobu leczenia, który przywraca stan zdrowia, utrzymując stan równowagi ekologicznej w organizmie kobiety i wzmacniając jej potencjał prokreacyjny.

Ta nowa nauka została rozwinięta dzięki pracom zespołu Instytutu Papieża Pawła VI dla Badań nad Ludzką Rozrodczością, pod kierownictwem jego dyrektora, ginekologa, prof. Thomasa Hilgersa, w Omaha, w stanie Nebraska w USA. Nauka ta jest oparta na standaryzowanym zapisie kart obserwacji ginekologicznych CREIGHTON MODEL FertilityCareTM System (Model Creightona – system troski o płodność – CrMS). System zapisu polega na rejestrowaniu wzorca krwawienia, wydzieliny śluzowej i dni suchych. Wszystkie te objawy to bardzo czułe biomarkery, określające prawidłową i nieprawidłową pracę narządów rozrodczych kobiety. Prof. Thomas Hilgers jest członkiem Papieskiej Akademii Pro Vita, przez 20 lat współpracował z Janem Pawłem II (Ojciec Święty Jan Paweł II przesyłał corocznie 50 tys. dolarów na prace Instytutu, w sumie milion dolarów), a inspirację do swojej działalności, jak sam to opisuje, czerpał z profetycznej (wyraźnie widać to w dzisiejszym świecie) encykliki papieża Pawła VI „Humanae vitae”.

Ja zainteresowałem się NaProTechnology w 2002 r. Przez stronę internetową www.popepaulvi.com w 2004 r. kupiłem podręcznik prof. Thomasa Hilgersa „The Medical & Surgical Practice of NaProTechnology”. Zobaczyłem w takim podejściu do medycyny to, co zawsze chciałem robić w swojej pracy jako ginekolog: szacunek dla życia od poczęcia, szacunek dla małżeństwa jako sakramentu, dla kobiety jako pacjentki, respektowanie naturalnych mechanizmów fizjologicznych i oparcie na nauce Kościoła. W roku ubiegłym rozpocząłem szkolenie w Galway, w Irlandii, na kursie prowadzonym przez dr. Phila Boyle’a według programu Instytutu Pawła VI. Uczestniczyłem w kilku konferencjach poświęconych NaProTechnology w Galway i w Rzymie, niedawno odbyła się też bardzo ważna konferencja w Warszawie (21-22 marca). We wrześniu mamy nadzieję gościć prof. Hilgersa na zakończenie pierwszego szkolenia NaProTechnology dla polskich lekarzy i na otwartej konferencji na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie.

Jak skutecznym narzędziem diagnostyki i leczenia niepłodności jest naprotechnologia? Co przemawia za wyborem tej właśnie metody?

NaProTechnology zakłada przede wszystkim zupełnie odmienne podejście filozoficzne do leczenia pacjentów z niepłodnością. NaProTechnology widzi dziecko jako dar, w przeciwieństwie do uznawania prawa do dziecka, tak jak stwierdza to instrukcja „Donum vitae” – „prawdziwe i właściwe prawo do dziecka sprzeciwiałoby się jego godności i naturze. Dziecko nie jest jakąś rzeczą, która należałaby się małżonkom, i nie może być uważane za przedmiot posiadania. Jest raczej darem, i to «największym», najbardziej darmowym małżeństwa, żywym świadectwem wzajemnego oddania się jego rodziców…”.

W zależności od przyczyny niepłodności (niedrożność jajowodów, endometrioza, zespół policystycznych jajników, brak owulacji), wieku pacjentów oraz czasu leczenia NaProTechnology pomogła w uzyskaniu poczęcia i urodzenia dzieci od 40 do 80 proc. zgłaszających się małżeństw. NaProTechnology pomaga również tam, gdzie przyczyną niepłodności jest czynnik męski. Są, oczywiście, sytuacje, kiedy pomoc jest niemożliwa, np.: przyczyny genetyczne, niektóre wady wrodzone narządu rodnego, brak jajowodów lub ich niedrożność niemożliwa do korekcji chirurgicznej, brak plemników w ejakulacie. Wiele małżeństw spośród tych, które nie urodziły dzieci (77%) w wyniku leczenia, zdecydowało się na adopcję.

Czy naprotechnologia może stać się metodą konkurencyjną dla in vitro?

Realna skuteczność metod laboratoryjnego zapładniania, według raportów ESHRE (Europejskie Towarzystwo Ludzkiej Reprodukcji i Embriologii ostatni raport publikuje dane za 2004 r.), co jest bardzo charakterystyczne, z biegiem lat nie rośnie (od pierwszych urodzin dziecka z „probówki” minęło już 31 lat, a w Polsce 25 lat). Statystyka jasno pokazuje też, że dla urodzenia jednego dziecka z in vitro ginie 7 do 8 zarodków, a przy zamrażaniu jeszcze więcej. Ogromna większość małżeństw podchodzących do tych zabiegów odchodzi bez „rezultatu”.

Phil Boyle, lekarz stosujący NaProTechnology w Irlandii od 11 lat, gość ostatniej konferencji w Warszawie, opowiada, że ludzie przychodzą do jego kliniki nie dlatego, że są katolikami, lecz ze względu na skuteczność. Dzięki terapii w Galway urodziło się ponad 800 dzieci. Widzimy też, można powiedzieć, „zaniepokojenie” ze strony polskich lobby in vitro. Czytałem już kilka artykułów przeciwko NaProTechnology, powstała specjalna strona internetowa poświęcona temu. Pomimo że jest nas tak mało, dopiero zaczynamy proponować pacjentom NaPro i wygląda to jak walka Goliata z Dawidem, chyba ze względu na toczące się dyskusje na temat legalizacji in vitro jej zwolennicy chcą zdeprecjonować możliwości diagnostyki i leczenia, jakie daje NaProTechnology. Jesteśmy w ważnym momencie historii – mówił o tym Phil Boyle – Polska może stać się miejscem dalszego rozwinięcia NaProTechnology i zainteresowanie jest bardzo duże: na konferencję organizowaną przez Sekcję Ginekologów Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich przyjechało ponad 500 osób, w tym ok. 100 lekarzy.

Z Pana inicjatywy powstała Fundacja Instytut Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im. Jana Pawła II. Co znajduje się w obszarze działalności tej Fundacji?

Pan Bóg najpierw pokonał naszą własną niepłodność: ani ja, ani moja żona nie wyobrażaliśmy sobie, że moglibyśmy mieć wiele dzieci. Kiedy już tego chcieliśmy – poruszeni świadectwem małżeństw z Drogi Neokatechumenalnej – pojawiły się problemy: kolejne poronienia. W tej bardzo konkretnej sytuacji zaproponowano nam, bardzo młodym ludziom, adopcję. W tym samym roku urodził się nam syn i później następne dzieci. Doświadczamy, jakim błogosławieństwem jest – jak mówi Pismo Święte – „urodzić dzieci w młodości”. Podejmując dziedzictwo nauczania sługi Bożego Jana Pawła II, razem z kilkoma osobami zainicjowaliśmy pod koniec 2007 r. w Lublinie powstanie Fundacji Instytutu Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im. Jana Pawła II. Odpowiadając na znaki czasu, wyzwania, jakie stoją przed rodziną, i zagrożenia, jakie niesie rozwój biotechnologii, chcemy pomagać małżeństwom, dla których pragnienie posiadania dziecka krzyżuje się z niemożnością przekazania życia. Pragniemy pomagać również małżeństwom fizycznie płodnym, które jednak z różnych powodów nie rodzą dzieci. Przede wszystkim zaś nie chcemy, aby sztuczna inseminacja czy metoda in vitro oraz sprzeciw Kościoła wobec nich były jedynie tym, co mogą usłyszeć cierpiące małżeństwa. Pamiętamy, że Stwórca daje możliwość poznawania przyczyn i leczenia zaburzeń płodności, zatem jeśli niepłodność jest chorobą czy objawem choroby, nie należy proponować małżeństwom sztucznej reprodukcji w „fabrykach dzieci”, jakimi są kliniki in vitro, i zootechnicznych metod hodowlanych (np. sztuczna inseminacja), ponieważ te metody nie są leczeniem, lecz obejściem problemu, dostarczeniem potomstwa niepłodnej parze w sposób niegodny człowieka.

„Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (Łk 5,31) i dla nich ma powstać instytut, miejsce diagnostyki, leczenia oraz kształcenia w NaProTechnology – dla lekarzy oraz innych pracowników lecznictwa, instruktorów Modelu Creightona, a także dla dalszych badań nad przyczynami i sposobami leczenia niepłodności. Fundacja Instytut Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im. Jana Pawła II została założona aktem notarialnym w maju 2008 r., wcześniej zwróciła się do metropolity lubelskiego abp. Józefa Życińskiego z prośbą o błogosławieństwo dla swoich poszukiwań i prac związanych z utworzeniem ośrodka leczenia i profilaktyki niepłodności, szkoleń w zakresie NaProTechnology oraz pomocy dla małżeństw w budowaniu postaw otwartości na życie. Wkrótce, 24 i 25 maja 2008 r., razem z ks. Sławomirem Laskowskim, pracującym na Białorusi, Fundacja zorganizowała w Homlu (Białoruś) konferencję „Ginekologia i położnictwo a nauka Kościoła katolickiego” z udziałem wykładowców z Polski (ks. prof. Bogumił Gacka UKSW, psycholog i doradca rodzinny s. Barbara Sajnok oraz ginekolodzy: s. Elżbieta Woźna i Maciej Barczentewicz), dla ok. 40 słuchaczy: białoruskich lekarzy, ginekologów i innych specjalistów. Na przełomie listopada i grudnia 2008 r. z inicjatywy Fundacji w Lublinie odbył się pierwszy w Polsce kurs NaProTechnology i Modelu Creightona, który przeprowadziła Janina Filipczuk z Toronto oraz współpracujący z nią wykładowcy: dr Teresa McKenna z Kanady, Kathy Rivet i Phyllis White z USA oraz Margaret Neale z Wielkiej Brytanii. Uczestniczyło w nim 6 lekarzy i 20 instruktorów z całej Polski. Całe szkolenie będzie składało się jeszcze z trzech etapów, łącznie obejmujących 13 miesięcy i zakończonych egzaminem praktycznym i teoretycznym.

Gdzie zainteresowani małżonkowie powinni szukać informacji o metodzie i pracujących nią lekarzach oraz instruktorach?

Otworzyliśmy stronę internetową: www.leczenie-nieplodnosci.pl, ciągle uzupełnianą. Już teraz można poczytać o NaProTechnology, znaleźć potrzebne linki do innych internetowych źródeł wiedzy na ten temat, a także listę adresów praktykujących i szkolących się lekarzy i instruktorów.

Jako lekarz specjalista – ginekolog położnik otwarcie przyznaje Pan, że w pracy zawodowej „trzyma się nauki Kościoła katolickiego”. Co to dokładnie oznacza i jakie niesie konsekwencje?

Wcale nie planowałem, jako student, aby specjalizować się w ginekologii, przyszło to do mnie jako zaproszenie – przesłanie, że w dzisiejszym świecie kobieta w swoich ważnych rolach społecznych, jako dziewica, potem żona i matka, jest bardzo atakowana, że negowana jest jej godność, powołanie: m.in. przez antykoncepcję, aborcję i metody wspomaganego rozrodu. W takiej sytuacji potrzeba, aby w sposób świadomy wybierać jako zawód ginekologię, jeśli chcemy jako ludzie świeccy uczestniczyć w misji Kościoła. Ja to usłyszałem, i teraz powtarzam np. studentom medycyny zaangażowanym w Duszpasterstwie Akademickim. Mogę widzieć cuda, jakich dokonuje Pan Bóg w mojej obecności, mogę towarzyszyć w bardzo ważnych i jednocześnie głębokich wydarzeniach wielu cierpiących osób. Dotyczy to i początku życia, i jego dojrzałości, i jego schyłku, również poważnych chorób, np. nowotworowych. Czasem konsekwencją jest niezrozumienie i odrzucenie, kiedy np. odmawiam wypisania recepty na tabletki antykoncepcyjne, ale zawsze moim „zapleczem” są nasze dzieci, dowodem, że również w naszej rodzinie Pan Bóg czyni wielkie cuda, że jest mocny i daje mi odwagę mówić o tym do innych, dawać nadzieję, kiedy po ludzku o nią bardzo trudno. Miałem ten przywilej, aby np. towarzyszyć kilku rodzinom, u których rozpoznawano w czasie ciąży dziecko pozbawione kości pokrywy czaszki i z nierozwiniętym centralnym układem nerwowym. Kiedy proponowano im usunięcie tego dziecka, co jest zgodne z polskim prawem, oni podejmując świadomie decyzję o donoszeniu ciąży, byli na koniec bardzo wdzięczni za dar życia. Pomagało to także nam, lekarzom i całemu personelowi szpitala, widzieć perspektywę życia wiecznego i sens, który wyraża się w cierpieniu, w krzyżu Jezusa Chrystusa i w Jego zmartwychwstaniu. Jest też wiele, wiele innych faktów, konkretnych interwencji Pana Boga, dzięki którym widzę, że warto żyć i warto robić to, co robię.