Fundacja
Historia i informacje o Fundacji
Przychodnia
Macierzyństwo i Życie
 
Nauka Kościoła
Dokumenty
Naprotechnologia
Lekarze i instruktorzy

Fundacja w mediach

Dr Barczentewicz o zaletach naprotechnologii (rozmowa)

10/12/08

W Lublinie zakończył się pierwszy etap szkolenia dla lekarzy i instruktorów zainteresowanych leczeniem metodą NaProTechnology. O szkoleniu i metodzie opowiada dr Maciej Barczentewicz, lekarz specjalista położnik i ginekolog, z Lublina, prezes Fundacji Instytut Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im Jana Pawła II.

– Kto brał udział w szkoleniu?

– Uczestnicy z całej Polski, wśród nich sześciu lekarzy, którzy są studentami Instytutu Pawła VI w Omaha i zaczynają tutaj szkolenie, które będzie kontynuowane z prof. Thomasem W. Hilgersem, twórcą metody. Następne dwadzieścia osób to instruktorzy, którzy są niezbędnym ogniwem w prowadzeniu diagnostyki i leczenia. To najczęściej nauczyciele metod naturalnych, którzy chcą rozszerzyć swoje możliwości.

– To pierwszy tego rodzaju kurs w Polsce?

– Tak, wcześniej uczestnicy z Polski wyjeżdżali na szkolenia za granicę. Na dziś mamy w sumie 11 lekarzy w trakcie szkolenia i 21 instruktorów, którzy powoli będą zaczynać pracę.

– Jak wygląda szkolenie?

– Szkolenie prowadzone jest przy wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi edukacyjnych. Najpierw dwa etapy szkolenia stacjonarnego w Lublinie – jedno właśnie skończyliśmy, drugie odbędzie się w czerwcu, potem dwa etapy on-line, z wykorzystaniem techniki distance learning. To nie tylko uczenie się, ale konkretna praktyka, nadzorowana przez wykładowcę instruktora, który jest w stałym kontakcie telefonicznym lub mailowym ze studentem. To są regularne 13-miesięczne studia podyplomowe, które dają konkretną wiedzę i umiejętności. Po zdaniu egzaminu i po pewnym czasie praktyki na własną odpowiedzialność można się ubiegać o certyfikat amerykańskiej akademii Fertility Care Practitioners.

Do obowiązku studenta należy wyszkolenie sześciu par w ciągu pierwszych 6 miesięcy szkolenia.

Wiedza, którą otrzymujemy jest oparta na badaniach naukowych, które od 30 lat prowadzi prof. Hilgers najpierw w Uniwersytecie Creightona, następnie w Instytucie Papieża Pawła VI w Omaha, odnosząc się do całej gamy badań związanych z naturalnym planowaniem rodziny, począwszy od Billingsów poprzez wszystkich innych, którzy poświęcili wiele lat pracy i studiów rozpoznawaniu płodności.

– Dlaczego szkolenie odbyło się w Lublinie?

– Zaprosiłem panią Janinę Filipczuk z Toronto do Lublina, bo właśnie tu w maju założyliśmy Fundację Instytut Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im Jana Pawła II. Jesteśmy na etapie rozwoju, pozyskiwania entuzjastów, planowania działań i zbierania środków. W najbliższym możliwym czasie chcemy stworzyć poradnię ginekologiczną z ośrodkiem leczenia niepłodności i ośrodkiem szkoleniowym, w którym będzie możliwe uczenie się modelu Creightona i skorzystanie z możliwości leczniczych.

Prof. Hilgers był bardzo zadowolony, gdy zaproponowałem tę lokalizację. Mówił, że jest dla niego ważne, że to będzie miasto, gdzie profesorem uniwersytetu był Jan Paweł II. Ojciec Święty pierwszy zaakceptował, przyjął i wspierał nie tylko duchowo, ale również materialnie tę inicjatywę, poprzez coroczną dotację dla Instytutu Pawła VI w Omaha. Z osobistej dotacji Ojca Świętego wpływało 50 tys. dolarów przez 20 lat istnienia instytutu.

– Naprotechnologia wywodzi się z pewnej postawy. Jaka to postawa?

– Dla prof. Hilgersa, jego drogi naukowej i życiowej, podstawą była encyklika Humanae vitae. Potraktował ją jako osobiste zaproszenie do zmierzenia się z problemami ludzkiej płodności i przekazywania życia. Encyklika Pawła VI była profetyczna dla współczesnego świata, widzimy po 40 latach, że wszystkie problemy w niej zasygnalizowane, zmaterializowały się. Pozostaje ciągle aktualna kwestia wprowadzenia jej przesłania do praktyki: medycznej i życiowej, dla całego Kościoła. U podstaw naprotechnologii leży akceptacja godności człowieka jako dziecka Bożego, godności rodzicielstwa, godności przekazywania życia, godności aktu małżeńskiego jako aktu sakramentalnego.

– Co przemawia za wyborem tej metody leczenia?

– To jest po prostu dobra metoda, która respektuje fizjologię, cykl hormonalny, cykl fizjologiczny u kobiety, nie forsuje niczego w sposób łamiący funkcjonowanie organizmu, tylko dopasowuje się do kobiety. To konkretna diagnostyka oraz ukierunkowana dla danej kobiety terapia.

W moim najgłębszym przekonaniu jest to najlepsze, najbardziej nowoczesne leczenie niepłodności. Metody wspomaganego rozrodu nie są metodami leczenia, tylko metodami zastąpienia naturalnych mechanizmów mechanizmem technologicznym. W NaProTechnology chodzi o przywrócenie zdrowia kobiecie. Wyleczona kobieta może kolejne dzieci poczynać w sposób naturalny, natomiast przy metodach wspomaganego rozrodu to jest zawsze procedura jednorazowa. Nie zapomina się oczywiście o mężczyźnie, przy problemach z płodnością męską proponuje się konkretne leczenie. Jeżeli rozpoznanie postawione dzięki dokładnej diagnostyce nie rokuje możliwości poczęcia – zgodnie z nauka Kościoła proponuje inne formy płodności przede wszystkim adopcję.

Creighton Model to także bardzo skuteczna metoda rozpoznawania płodności dla celów uniknięcia poczęcia. Jest skuteczna w różnych kategoriach podejścia do płodności, i dla kobiet karmiących, i dla kobiet w okresie przedmenopauzalnym. Również jako narzędzie diagnostyczne, które pozwala lepiej rozumieć fizjologię danej kobiety i rozpoznawać schorzenia ginekologiczne np. nieprawidłowe krwawienia, torbiele czynnościowe jajników, różne choroby zaburzenia hormonalne. Naprotechnologia wielokrotnie umożliwia rezygnację z leczenia hormonalnego, chociaż leczenie hormonalne jest elementem Naprotechnology. We wszystkich problemach ginekologicznych, rozpoznając przyczyny, można uniknąć podawania środków antykoncepcyjnych, które nie są lekami, chociaż często są jako takie przepisywane przez ginekologów. Nie należy podchodzić do leczenia kobiety tylko w sposób objawowy i powierzchowny.

– Naprotechnologia jest stosunkowo mało znana w Polsce…

– W ogóle jest mało znana na świecie, jest tylko 460 przeszkolonych lekarzy. Myślę, że wynika to z zachłyśnięcia się możliwościami technologii. Gdy na początku lat 80. pojawiły się możliwości zapłodnienia ,,in vitro”, wielu lekarzy uznało, że te metody są najszybsze i najbardziej skuteczne, nie bacząc na koszty moralne, na to, że traktuje się zarodki jak materiał biologiczny, którym się manipuluje w dowolny sposób, nie bacząc na godność i człowieczeństwo poczętego dziecka. Na pewno istotny jest również czynnik materialny, bowiem procedury wspomaganego rozrodu szybko przynoszą duże zyski dla klinik ,,in vitro” i firm farmaceutycznych. Z tego powodu istnieje silne lobby za ,,in vitro”, ukryta i jawna reklama, presja medialna na refundacje. Leczenie NaPro jest znacznie tańsze, skuteczniejsze, i bezpieczniejsze a co najważniejsze uznaje, że ponieważ chodzi tu o życie ludzkie, a nie o życie rośliny czy zwierzęcia, są bariery, których przekraczać nie wolno. Niestety lekarze, którzy to rozumieją, są w mniejszości.

– Jaka jest skuteczność leczenia metodą naprotechnologii?

– Najbardziej optymistyczne wyniki statystyk z Omaha mówią, że można pomóc od 60 do 80 proc. par, które zgłaszają się do leczenia z powodu niepłodności. Zależy to oczywiście od przyczyny i od wieku małżonków. Ostatnia praca z września 2008 mówi o 52 procentach powodzenia, na podstawie konkretnego, opublikowanego w fachowym czasopiśmie badania przeprowadzonego w Irlandii, w Galway Clinic. Dr Boyle, który prowadzi Fertilty Care Center i Naprotechnology Practice od 10 lat, może pochwalić się ponad 800 urodzonymi dziećmi. Rzetelna statystyka in vitro to 27-31 proc., zależnie od ośrodka, ale żeby urodziło się jedno dziecko po procedurze zapłodnienia in vitro, ginie siedem zarodków, które nie miały szczęścia. To dane ze statystyk ze Stanów Zjednoczonych z 2001 roku.

– Czy naprotechnologia może stać się alternatywą dla in vitro?

– W sensie ilościowym to wymaga czasu. W Polsce mamy ok. 40 ośrodków, które proponują in vitro, ich możliwości technologiczne są ogromne, przyjmują wielu pacjentów, starają się o refundację z NFZ. Przed nami jeszcze daleka droga, by dojść do takich możliwości. Szkolenie jest długotrwale, trzeba cierpliwości. Ale ja widzę to nie jako alternatywę, coś zamiast, ale jako ten właściwy sposób postępowania, jako leczenie zgodne z przysięgą Hipokratesa.

rozmawiała: Marta Jachowicz

(KAI)